Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasomatto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasomatto. Pokaż wszystkie posty

2013/03/03

XY

Generalnie nie uznaję podziału na perfumy przynależne danej płci. Każdy ma wolną wolę, każdy niech pachnie według własnego uznania. Kwiaty pięknie zakwitają na męskiej skórze, zapachy cięższe cudownie rozwijają się na skórze kobiety. Amen. Jest jednak w niektórych zapachach coś tak mocno działającego na wyobraźnię, że wąchając daną kompozycję, od razu widzimy piękną, delikatną białogłowę w zwiewnej jedwabnej sukience lub ogorzałego słońcem mężczyznę... koniecznie z obnażonym torsem. I dziś właśnie opowiem o takim zapachu, który nieodłącznie kojarzy mi się z wyjątkowo męskim mężczyzną, twardzielem o szorstkich, mocnych dłoniach i hipnotyzującym spojrzeniu spod gęstych brwi, twardzielem, który sprosta wszelkim przeciwnościom losu. 


Czyli kolejny zapach z grupy tych o czarniejszym odcieniu czarnego po Black Afgano Nasomatto. Tym razem materiał jest równie ciężki. Dosłownie. Duro Nasomatto.

Otwarcie jest bardzo mocne: gorący, parujący rum, a może nawet grog, ale bez cytrusowych dodatków, gęsty, oleisty oud o najpiękniejszym odcieniu ciemnego, dymnego drewna, skóra, niemal jak palona na ognisku, piwniczna, ciemna paczula. Jest czarno, gęsto, zawiesiście. Dosłownie kilka sekund później wybucha  kolejna salwa armatnia: całe góry różnego rodzaju drewna: suchy cedr, twardy dąb, wenge, oleisty sandałowiec, ciepły kaszmeran, a do tego szary, drgający dym, żywiczne kadzidło, kardamon, rozkruszona lekko gałka muszkatołowa. Zapach jest ciemny, dymny, niebywale bogaty. Wyjątkowo mocno działa na wyobraźnie. Od razu przywołuje na myśl męską skórę, zmarszczone brwi, drgające węzły mięśni kształtujących smukłą, gibką, a jednocześnie silną sylwetkę, pewny siebie chód, szorstki, niski, niemal gardłowy głos.


Wszystkie elementy wirują, łączą się w idealną jedność. Z czasem zapach łagodnieje, ale tylko odrobinę. Po prostu wyraźniej czuć aromat wenge, miękkiego kaszmeranu, suchego cedru. Dochodzi też jakby z oddali delikatna poświata jałowca.


Agar cały czas pięknie drga na skórze. Wytraca swoją oleistość, schnie, ale nadaj jest bardzo gęsty. Zastanawiało mnie, skąd znam dokładnie taką jego postać. I w końcu przypomniało mi się - to rozrobiony spirytusem Black Agar z Perfumer's Apprentice. Zawiesisty, balsamiczny, dymny, czarny, ciężki. I taki agar pozostaje do samego końca. I choć już nie wybuchają kolejne salwy, choć wir aromatów jest coraz słabszy, zapach trwa na skórze długie godziny.



Rok: 2007
Nos: Alessandro Gualtieri 
Nuty zapachowe: skóra, drewna, przyprawy

Ryc. 1 -3. Zdjęcia promocyjne serialu "Hell on Wheels". Na zdjęciach Anson Mount jako Cullen Bohannon.

2013/02/24

Czarny i gęsty

Różnie reaguję na zapachy bogate. Muszę przyznać, że generalnie jako minimalistka, bardzo cenię zapachy, które komponowane wokół niewielu składników, potrafią na skórze rozbrzmieć najcudowniejszą symfonią. Nadmiar bardzo często mnie przeraża, czuję się w nim wyobcowana, odizolowana, mam odczucia klaustrofobiczne, niemal duszę się (w przenośni i dosłownie, uwzględniając często duszący nadmiar elementów, z których kompozycja powstała). Wiem jednak, że są kompozycje bogate, w które mnogość składników skomponowano w  minimalistyczny sposób, uwzględniając ich podobne brzmienia, tony, a nawet całe akordy, że grają niemal jak jeden instrument, pozwalając sobie jedynie na drobne niuanse i ozdobniki... a swoim urokiem sprawiają, że nie chce się ich rozbierać na czynniki pierwsze. 

Jedną z takich bogatych kompozycji jest Black Afgano Nasomatto. Nikt nie wie, co tak naprawdę w tych perfumach tkwi, gdyż twórca zdradza tylko jeden, jedyny składnik. Jednak mój nos wychwytuje w nim o niebo więcej.


Black Afgano jest kompozycją narkotycznie odurzającą. Początek to kilkusekundowy zapach świeżo zmielonej kawy, który w mgnieniu oka zmienia się w aromat ziemi. Czarnoziemu, wilgotnego, bogatego w składniki odżywcze, z mnóstwem zbutwiałych listków i gałązek, fusów kawy, na których wyrastają zielone smukłe źdźbła wetiweru. Po chwili wilgotność ziemi zmienia się i pojawia się piwniczna paczula, ostra, gryząca w nos, nie do końca wysuszone, powoli skręcające się długie liście tytoniu. W nos uderzają raz za razem salwy gęstego, oleistego sandałowca, skóry, lepkich, ciemnobrunatnych żywic, cielistego labdanum i cedru. Nie wiem, jak pachnie haszysz (który jest właśnie tym jedynym odkrytym przed światem składnikiem perfum), ale zgaduję, że musi to być ta trudna do sprecyzowania nuta, która wierci w nosie, jest gęsta, ciemna, lekko słodkawa, orzechowa, ostra. Jest też oud. Ale nie ten dominujący, odstręczający,  a bardziej przypominający czyste, nieokorowane drewno. Twardy. 


To jest naprawdę wejście smoka. Mocne kopnięcie. Zapach jest głośny, krzyczy z mojej skóry setkami głosów, to chór, ale złożony z samych basów (głównie basso serioso i basso profondo) oraz barytonów dramatycznych. Dudniący. Kolor płynu i korka flakonu wspaniale oddają ducha tych nut. Niemal czarny, gęsty, nasycony. Czuje się, że zapach ma fakturę, jakby był płachtą z ciężkiego, czarnego pluszu.

Z czasem się zmienia. Łagodnieje. Przestaje być ziemisty, piwniczna paczula znika, znikają też wszelkie twarde, czarne niemal aromaty, pojawia się coraz więcej brązu, miękkości, słodyczy, delikatności. Głównie wybija się orzechowy, kremowy sandałowiec, zapach staje się coraz bardziej balsamiczny, niemal aksamitny. I orzechy, dużo orzechów, tłustych, rozcieranych w palcach. Do tego po odrobinie słodkiej, puszystej wanilii, okrągłej, gładkiej, bursztynowej niemal ambry i ciepłego, cielistego labdanum. Raz na jakiś czas pojawia się i znika, jak delikatne powiewy, aromat siana. Całość zaczyna się robić coraz bardziej przytulna, wygodna, bezpieczna, ale nadal absolutnie niebanalna, milusia, prawdziwie słodka czy niewinna. Jest jak wielki kocur moszczący się na kolanach, ale od czasu do czasu wysuwający pazury... ni to w geście pieszczot, ni ostrzeżenia.


I generalnie niewiele się już w tym zapachu zmienia. Jakby przechodził dwa główne stadia - od czarnego do brązowego. 


Co jest ciekawe w kompozycji Nasomatto: choć zapach jest bardzo bogaty, gęsty od aromatów i trwa na skórze bardzo długo, nie jest z tych, które opanowują całe pomieszczenie i rozprzestrzeniają się jak gaz, wypełniając każdą wolną przestrzeń, a potem zostają jeszcze długo po tym, jak osoba je nosząca pomieszczenie opuściła.  Trwa w miarę blisko skóry, nie na tyle jednak, żeby należało wwąchiwać się mocno, żeby go poczuć, i odstaje na tyle, że druga osoba poczuje go przy bliższym kontakcie.

Rok: 2009
Nos: Alessandro Gaultieri
Nuty zapachowe: haszysz

Ryc. 4. http://www.luckyscent.com